poniedziałek, 23 stycznia 2012

Stop ACTA! (Gdyby skrypt nie zadziałał...)

 

PONOĆ osławiona ACTA nie wprowadza do polskiego prawa nic nowego, PONOĆ są w niej jakieś passusy o poszanowaniu prawa do prywatności, PONOĆ do jej ratyfikacji i wdrożenia jeszcze długa droga, ale ja wolę wierzyć swojej babci, która od dziecka kazała mi nie wierzyć politykom oraz mojemu wykładowcy, publicyście i socjologowi Edwinowi Bendykowi, który już w latach 90. przewidywał, że urodzeni i wychowani w Zupełnie Innym (własnym) Świecie decydenci prędzej czy później nie zdzierżą wymykających się spod ich kontroli obszarów wolności.

Dlatego od jutra o 11.00 do środy o 11.00 na tym blogu dojdzie do czegoś, co może kojarzyć się z pewną płytą Britney Spears :)

Oczywiście nie jest to wymówka związana z kryzysem twórczym. Po zakończeniu blackoutu mam dla Was wiele ciekawych tematów. Zresztą...czy ktoś to w ogóle czyta? Na pewno jesteście teraz gdzie indziej :)

środa, 18 stycznia 2012

O doktorach honoris causa polskich uczelni słów kilka

Doktor honoris causa (po łacinie "dla zaszczytu") to tytuł przyznawany przez uczelnię wyższą osobom zasłużonym dla niej samej lub ogólnie nauki i kultury. Jako pierwszy (przynajmniej na Wyspach Brytyjskich) otrzymał go w latach 70. XV wieku od uniwersytetu w Oksfordzie późniejszy biskup Salisbury Lionel Woodville. Listę obdarzonych tym zaszczytem w Polsce otwierają historyk Feliks Bentkowski (m.in. licealny nauczyciel Chopina) i literaturoznawca Paweł Czaykowski, wyróżnieni w 1816 r. przez swoją ówczesną Alma Mater - Uniwersytet Jagielloński. Po nich pojawiły się dziesiątki innych - najczęściej uczonych współpracujących z daną placówką (także w ramach międzynarodowej wymiany doświadczeń), ale także polityków, dostojników kościelnych, inne autorytety moralne, pisarzy, artystów, czy też dobroczyńców finansowych uczelni. Co warto zauważyć, nawet w czasach PRL polskie uniwersytety doceniły wielu naukowców z Zachodu, włącznie z USA i Wielką Brytanią (w niektórych przypadkach - o polskich korzeniach). Jak wynika z lektur różnych wydawnictw typu who is who, proces ten zachodził również często w odwrotnym kierunku. Zupełnie wyjątkowe wrażenie sprawia promocja brytyjskiego Lorda Kanclerza Fredericka Elwyna-Jonesa i to przez ministerialnego "kolegę" Jerzego Bafię. Może dlatego, że z Partii Pracy?

Niektóre zapisy z kart historii obecnie wydają się dość kuriozalne, szczególnie te związane z najbardziej koniunkturalnymi tytułami. Pozostając przy UJ, w 1887 r. jego doktorem honoris causa został ówczesny następca tronu Austro-Węgier, arcyksiążę Rudolf Habsburg, barwna i kontrowersyjna postać bardziej kojarząca się z bulwarowym romansem niż salą wykładową. W 1993, około rok po odebraniu analogicznego tytułu o korupcję i współpracę z mafią został oskarżony premier Włoch Giulio Andreotti, także doktor honoris causa UMK z 1984 i UW z 1989. Ostatecznie został uniewinniony, co nie zmienia prawdy o dość specyficznym charakterze włoskiej demokracji. Podobnie niejednoznaczne oceny towarzyszyły rządom premiera Grecji Andreasa Papandreu, który najwyraźniej w 1984 został potraktowany przez krakowskie środowisko naukowe jako symbol transformacji swojego kraju po okresie dyktatury wojskowej. Wraz z rozszerzaniem się kontaktów politycznych RP i PRL przybywało doktorów, którzy z dzisiejszego punktu widzenia wydają się dość egzotyczni, np. naczelnik państwa Estonii Otto Strandman (UW, 1930), car Bułgarii Borys III (UW, 1939), pierwszy prezydent niepodległej Indonezji Ahmed Sukarno(UW, 1959), minister spraw zagr. Brazylii San Tiago Dantas (UJ, 1962), irańska para monarsza Mohammed Reza i Farah Pahlawi (UW, 1977 - Chomeini tego nie lubi, jak śpiewał na dekady przed wynalezieniem Facebooka zespół The Clash).

Honory UW dla Josipa Broz-Tity z 1972, UAM dla minister oświaty NRD Margot Honecker z 1974, Wojskowej Akademii Technicznej dla marszałka Dmitrija Ustinowa z 1976 czy AGH dla wicepremiera Franciszka Kaima z 1979 najlepiej zostawić bez komentarza. W wypadku przywódcy Jugosławii można chyba odczytywać ten gest jako jedną z form ekspiacji za nagonkę prowadzoną na niego w Polsce jako "psa łańcuchowego imperializmu" w czasach stalinowskich. Również chyba dlatego marszałek jako jedyny cudzoziemiec został dwukrotnym kawalerem Wielkiej Wstęgi Orderu Odrodzenia Polski (po utworzeniu Orderu Zasługi RP wyczyn praktycznie niemożliwy do powtórzenia) Odznaczenia itp. zaszczyty dla Irańczyków (oraz m.in. Egipcjan) w czasach Gomułki i Gierka również nie były czymś wyjątkowym.

Przede wszystkim jednak należy pamiętać o wielkich postaciach nauki, które "Jagiellonka" umieściły w swojej galerii sławy: pionierze antyseptyki chirurgicznej Josephie Listerze, twórcy prawa elastyczności popytu w ekonomii Alfredzie Marshallu, brytyjskim chemiku Williamie Ramseyu (Nobel w 1904), jego rodaku fizyku Josephie Johnie Thomsonie (Nobel w 1907), francuskim prawniku Louis Renault (pokojowy Nobel w 1907) czy czołowym niemieckim fizjologu swojej epoki (patronie dziesiątek niemieckich ulic ;) Rudolfie Virchowie. Co znamienne, wyliczanka ta dotyczy tylko jednego roku - 1900, w którym obchodzono czterechsetlecie odnowienia Akademii Krakowskiej przez Władysława II Jagiełłę. Z późniejszych epok godzi się wymienić chociażby podwójnego noblistę Linusa Paulinga (tu również pretekstem była okrągła rocznica istnienia uczelni w 1964) i francuskiego historyka Jacquesa Le Goffa. Tego drugiego wyróżnił też w 1993 r. Uniwersytet Warszawski, który wcześniej docenił m.in. naukowe zasługi fizyków-noblistów Louisa Victora de Broglie (1935), Cecila Franka Powella (1958) i Nielsa Bohra (1960) oraz innego cenionego francuskiego badacza przeszłości Fernanda Braudela (1967). Wielkie nazwiska można też znaleźć na listach doktorów honoris causa innych polskich uniwersytetów (np. radzieckiego astronoma Wiktora Ambarcumiana - UMK w 1973, fizyków-noblistów Chen Ning Yanga (1974) i Abdusa Salama (1981) oraz niemieckiego filozofa hermeneutyka Hansa-Georga Gadamera(1996) na Uniwersytecie Wrocławskim. Celowo nie przytaczam tu nazwisk bohaterów ceremonii z ostatnich lat, ponieważ będę starał się je uwzględniać w kolejnych zaległych podsumowaniach rocznych.

W każdej epoce zdarzały się jednostki częściej niż inne wyróżniane tym tytułem. W II RP w dobrym tonie było nadanie doktoratu honoris causa Józefowi Piłsudskiemu, Ignacemu Mościckiemu, Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu, Józefowi Beckowi, Ignacemu Paderewskiemu, Woodrow Wilsonowi czy Ferdynandowi Fochowi, w PRL - małżonkom Joliot-Curie, w ostatnich latach (oprócz kawalerów Orderu Orła Białego) Tadeuszowi Różewiczowi, Normanowi Daviesowi, Jerzemu Buzkowi, Richardowi Pipesowi, litewskiemu literatowi Tomasovi Venclovie, czy jak wynika z poniższej listy Szewachowi Weissowi. Mi jako miłośnikowi państw bałtyckich najbliższy pod tym względem pozostaje Katolicki Uniwersytet Lubelski, gdzie tytuł ten przyznano prezydentom: Litwy Valdasowi Adamkusovi, Łotwy Valdisowi Zatlersowi i Estonii Toomasowi Hendrikowi Ilvesowi oraz estońskiemu historykowi Raimo Pullatowi.

Spośród współczesnych polskich uczonych chyba rekordzistą jest Tadeusz Kaczorek (automatyk z Politechniki Warszawskiej) - właściciel doktoratów honoris causa 8 rodzimych placówek szkolnictwa wyższego. Patrząc na pozycję polskiej nauki w różnego rodzaju światowych rankingach niestety chyba nieprzypadkowo w zamieszczonych przez niektóre z tych uczelni spisach ich wykładowców wyróżnionych za granicą nie ma zbyt wielu pozycji, a większość z nich odnosi się do uczelni z krajów bliskich nam geograficznie. Gdzie te czasy, w których doktorat honoris causa Cambridge otrzymał w 1916 za swoje zasługi dla Ententy Roman Dmowski... (Skądinąd oficjalna cytacja z dzisiejszego punktu widzenia brzmi dość szokująco, ale tak to właśnie wyglądało i w tym kilku zdaniach w dużej mierze zawiera się różnica między Dmowskim a Piłsudskim.)

Poniższa niestety prawdopodobnie jest niekompletna - nie tylko z racji dużej liczby uczelni, ale także dlatego, że niektóre dopiero uzupełniają odpowiednie informacje na swoich witrynach. Będę się starał jak najbardziej i jak najszybciej maksymalnie przybliżyć ją do stanu rzeczywistego.

doktoraty honoris causa przyznane przez polskie uczelnie w 2011:
Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie: Ali bin Ibrahim Al-Naimi (minister nafty i zasobów mineralnych Arabii Saudyjskiej)
Akademia Pedagogiki Specjalnej w Warszawie: Henryk Skarżyński (profesor otolaryngolog, twórca Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach), Szewach Weiss
Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej: Jerzy Merkisz (profesor Politechniki Poznańskiej, maszynoznawca)
Gdański Uniwersytet Medyczny: Michinari Hamaguchi (japoński profesor biologii nowotworów, rektor Uniwersytetu w Nagoi)
Katolicki Uniwersytet Lubelski: Teresa Kostkiewiczowa (profesor IBL PAN i UKSW, literaturoznawca), s. Małgorzata Anna Borkowska OSB (historyk zakonów, pisarka), ks. Pascual Chávez Villanueva SDB (Meksykanin, generał zakonu salezjanów)
Politechnika Białostocka: Andrzej Królikowski<(profesor Politechniki Krakowskiej - inżynieria środowiska)
Politechnika Częstochowska: Marcel Fredericks (amerykański socjolog), Andriej Rudskoj (rosyjski walcownik)
Politechnika Krakowska: Antonio Monestiroli (włoski profesor architektury), Oskar Josefowicz Kojfman (rosyjski profesor chemii), Kazimierz Flaga (prof. architektury, rektor PK 1996-2002)
Politechnika Łódzka: Andrzej Ajdukiewicz (profesor Politechniki Śląskiej - inżynieria budowlana), Leopold Jeziorski (profesor metalurgii Politechniki Częstochowskiej), M. Sam Mannan (amerykański profesor inżynierii chemicznej pochodzenia bangladeskiego), Stanisław Liszewski (profesor urbanistyki i rektor 1996-2002 Uniwersytetu Łódzkiego)
Politechnika Poznańska: Tadeusz Kaczorek(prof. automatyki i teorii sterowania Politechniki Warsz.), Tadeusz Maliński (prof. bionanotechnologii Ohio University w Athens)
Politechnika Rzeszowska: Tadeusz Kaczorek
Politechnika Śląska: Tadeusz Chmielniak (profesor energetyki, rektor uczelni 1987-90)
Politechnika Świętokrzyska: Andrzej Radowicz (profesor mechateoniki i budowy maszyn)
Politechnika Warszawska: Andrzej Kajetan Wróblewski (profesor fizyki i rektor UW 1989-93), Aaron Ciechanover(izraelski biolog o polskich korzeniach, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii z 2004)
Politechnika Wrocławska: José Manuel Barroso (prz. Komisji Europejskiej), Alfred Forchel (niemiecki fizyk, rektor uniwersytetu w Würzburgu)
Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie: Helmut Skowronek (niemiecki psycholog, b. rektor uniwersytetu w Bielefeldzie), Philip Zimbardog, autor sławnego eksperymentu więziennego, o którym będą musiały wiedzieć wszystko jeszcze nasze praprawnuki, o ile wybiorą jakiekolwiek studia w zakresie nauk społecznych :P)
Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu: Cheong Byung-Kwon (tłumacz polskiej literatury na koreański), Andrzej Schinzel (prof. Instytutu Matematyki PAN, badacz teorii liczb)
Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu: Hans-Dietrich Genscher (polityk, m.in. minister spraw zagr. Niemiec 1984-92)
Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu: Marek Belka (prezes NBP, b. premier)
Uniwersytet Gdański: Hayden White (amerykański historyk i literaturoznawca), Maciej Żylicz (profesor biochemii, prorektor 1990-93, prezes Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej)
Uniwersytet Jagielloński: Hans Joachim Meyer (niemiecki profesor prawa), Gaetano Platania (włoski historyk), Peter-Christian Müller-Graff (niemiecki historyk prawa), Thomas L. Saaty (Amerykanin, twórca Procesu Hierarchii Analitycznej)
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego: ks. kard. Peter Erdö (prymas Węgier), Hanna Suchocka (b. premier, ambasador przy Watykanie)
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie: Jerzy Pomianowski (pisarz, działacz kultury)
Uniwersytet Medyczny w Łodzi: Thomas Slaga (amerykański onkolog), Szewach Weiss (b. ambasador Izraela w Polsce i prz. Knesetu - parlamentu Izraela)
Uniwersytet Opolski: Lech Wałęsa
Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie: Algirdas Gaižutis(estetyk, rektor Wileńskiego Uniw. Pedagogicznego), bp Tadeusz Pieronek
Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie: Jan Marian Gliński (profesor Instytutu Agrofizyki PAN, prz. Oddz. Lubelskiego PAN)
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu: Johannes A. M. van Arendonk (holenderski genetyk i profesor hodowli)
Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu: Wojciech Witkiewicz (profesor chirurgii AMed we Wrocławiu)
Uniwersytet Szczeciński: Horst Lange-Bertalot (niemiecki badacz okrzemek)
Uniwersytet Śląski: Maksymilian Pazdan (profesor językoznawstwa)
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski: Jerzy Skolimowski (reżyser filmowy), ks. abp Wojciech Ziemba (metropolita warmiński)
Uniwersytet w Białymstoku: Brunon Hołyst (profesor kryminologii), Jerzy Wilkin (profesor ekonomii politycznej UW)
Uniwersytet Warszawski: Theodor Meron (prezydent Międzynar. Trybunału Karnego dla b. Jugosławii 2003-05, urodził się w Kaliszu), Stanisław Waltoś (profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego - prawo karne), Aaron Ciechanover, Szewach Weiss
Uniwersytet Zielonogórski: ks. bp Adam Dyczkowski (biskup zielonogórsko-gorzowski 1973-2008)
Warszawski Uniwersytet Medyczny: August Heidland (niemiecki nefrolog), Janusz Woytoń (profesor Akademii Med. we Wrocławiu, ginekolog)
Wojskowa Akademia Techniczna: Jerzy Buzek (b. premier, prz. Parlamentu Europejskiego), Józef Wiesław Modelski (profesor radioelektroniki Politechniki Warszawskiej)

***

Przypominam, że jeszcze ponad 24 godziny trwa głosowanie w Konkursie BlogRoku. Przyznam szczerze, że denerwuje mnie ta kategoria. Zbyt wiele w niej blogów, które powinny próbować sił w kategorii "Kultura". Dziwi mnie, że działają w ten sposób na swoją niekorzyść. Nie dałoby się na drugi raz dopracować regulaminu? Nie sądzę, aby stronki deklarujące się jako "kulturalne" dużo straciły na nieco większej konkurencji, a różnego rodzaju kolekcjonerzy staliby się bardziej widoczni.

W każdym razie ten blog otrzymał na pewno znacznie mniej głosów niż jego muzyczny "brat". Patrząc na jego krótką historię i niszowy charakter, nie dziwi mnie to, za to motywuje do doprecyzowania jego profilu. W zasadzie mam dwa wyjścia: albo tak jak do tej pory publikować jak najwięcej "wyliczanek", licząc na przypływ przypadkowych użytkowników Google (absolutnym hitem jest na razie wpis o Powązkach Wojskowych - przekierowuje do niego prawie wszystko ;) i przydatność tych danych dla przyszłych historyków, albo "zapodawać" więcej ciekawostek zgromadzonych dzięki lekturze różnych słowników biograficznych i monografii, próbując w ten sposób zdobyć sobie stałych czytelników. Myślę, że obydwie strategie są do pogodzenia, byleby znaleźć odrobinę czasu na ich realizację. Oczywiście bardzo dziękuję za wszystkie oddane na mnie głosy!

czwartek, 12 stycznia 2012

Konkurs BlogRoku 2011

No i nadszedł ten ważny dla wielu blogerów dzień. Od prawie dwóch godzin trwa głosowanie w konkursie BlogRoku 2011. Na początku pomysł, żeby brać w nim udział po 2, ewentualnie 3 miesiącach funkcjonowania wydawał mi się absurdalny, jednak - podobnie jak we wielu innych kwestiach - MUZYKO(B)LOGEROWI udało mu się mnie przekonać, że warto. Choćby po to, aby przyciągnąć wielbicieli przeglądania kategorii, w których startuję, czyli "Kultura" oraz "Moje zainteresowania i pasje", a wierzcie mi, są tacy;) (ja akurat do nich nie należę)

Tak więc jeżeli podoba się Wam mój blog (a wierzę, że tak) zapraszam do wysyłania SMS-ów o treści H00281 na numer 7122. Koszt SMS-a to 1,23 zł brutto. Pieniądze te zostaną przeznaczone na organizację turnusów rehabilitacyjnych dla niepełnosprawnych. Zachęcajcie rodzinę, znajomych i wszystkich, których ten blog mógłby zainteresować. Zdaję sobie sprawę, że to niszowy blog, ale ze względu na niewielką liczbę miejsc, w których można poczytać na takie tematy, chyba potrzebny. No i oczywiście wkładam w niego sporo pracy, co mam nadzieję widać.

Jeżeli chcecie wesprzeć mój drugi blog, w którym dzielę się swoimi spostrzeżeniami na temat muzyki popularnej, możecie wysłać SMS o treści E00062 na numer 7122.

W innych kategoriach oddałem już głosy na blogi Podróże i nie tylko (jego autorem jest komentujący czasem na tym forum Piotrek zwany konwickim) oraz Plankton polityczny. Obydwa czytam (ten pierwszy też oglądam :) z zainteresowaniem i cieszę się, że istnieją. 

A niech tam... Może z marketingowego punktu widzenia to grzech, ale przyznam się, że zagłosowałem też na dwoje konkurentów, z których lektury można wiele wynieść. Kim jest jeden z nich, pewnie się domyślacie, bo jego nick pojawia się w prawie każdym poście na tym blogu, także w tym :) Gdyby nie on naprawdę nie byłoby niczego, Nietzschego ani nawet Kononowicza. Za to blog Dusza słuchacza to moje nowe odkrycie, ale za to jakie. Wierzcie mi ludzie, warto zwrócić uwagę na tę dziewczynę. Naprawdę warto (tym bardziej, że nie tylko pisze, ale też śpiewa i gra, i to dobrze).

Pierwszy etap głosowania trwa do 19.01.2012. Jeżeli po tej dacie będzie o czym informować, na pewno to zrobię :P

środa, 11 stycznia 2012

Sławomir Kitowski, Małgorzata Sokołowska, Ulice Gdyni. O historii i patronach - (nietypowa) recenzja


Pewnym paradoksem jest, że tak kojarzone z morzem osoby, jak Tadeusz Wenda, wiceadmirał Kazimierz Porębski, czy właśnie Leonid Teliga, spoczywają w Warszawie.

Tak jak wspomniałem wczoraj, pozytywnym wzorcem upamiętniania wybitnych postaci historycznych, o których próbuję przypominać w ramach akcji "Historia na tak" jest dla mnie przedwojenna (i po części współczesna) Gdynia. Dlatego dzisiaj chciałem napisać kilka słów na temat książki, która mimo, że ukazała się ją już prawie 10 lat temu, nadal pozostaje dla mnie wzorem publikacji na temat nazewnictwa ulic i jest poświęcona właśnie temu nadmorskiemu miastu. Nie będzie to na pewno ostatnia recenzja na tym blogu. W taki sposób zamierzam za jakiś czas napisać o historii nazw ulic Poznania, a być może w okolicach prima aprilis poświęcę kilka słów pewnej publikacji związanej z Warszawą ;)

Trudno mi sobie dzisiaj wyobrazić siebie z czasów licealnych przepisującego całe rozdziały z "Ulic Gdyni do swojego notatnika w Empiku na Świętojańskiej (często na stojąco), ale wtedy naprawdę była dla mnie wręcz objawieniem. Niestety, o ironio, wciąż nie mam jej w swojej domowej bibliotece (najwyższy czas to zmienić), dlatego wszystkie informacje przytaczam z pamięci lub wspomnianych (z konieczności fragmentarycznych) notatek. Kiedy nadarzą się sprzyjające temu okoliczności, uzupełnię te informacje.

W każdym razie książka dzieli się na dwie części: opisową, odtwarzającą w przybliżeniu proces kształtowania się nazewnictwa miejskiego w Gdyni i słownikową. Obydwie są bogato ilustrowane, czytelnik może m.in. zapoznać się z planami miasta z różnych okresów jego historii. Część druga zawiera nie tylko biogramy aktualnych (pierwsze i do tej pory jedyne wydanie książki miało miejsce w 2001) patronów, ale także wszystkich postaci, które z różnych powodów (likwidacja ulicy, przemianowania) zniknęły z tej listy oraz patronów gdyńskich szkół. Najczęściej są one lapidarne, więcej miejsca poświęcono osobom związanym z Gdynią i Pomorzem (miłym akcentem są cytaty otwierające biogramy literatów), jednak w każdym wypadku dobrze oddają charakter zasług danej osoby. Oczywiście w słowniku nie uwzględniono patronów narzuconych przez hitlerowców, zamieszczono za to spis nazw ulic z lat 1939-45.

Ogółem publikacja jako całość robi lepsze wrażenie niż np. Słownik patronów ulic Warszawy pod red. Stanisława Ciepłowskiego, który dawnymi patronami nie zajmuje się w ogóle (co nie znaczy, że to dziełko nie zawiera godnych uwagi informacji, ale o tym może przy innej okazji). Książka Kitowskiego i Sokołowskiej zdecydowanie zasługuje na reedycję, tym bardziej, że od jej wydania przybyło kilkudziesięciu nowych patronów, głównie na rozbudowujących się terenach Chwarzna-Wiczlina, ale też np. na Obłużu, doszło też do kilku zmian nazw. Do zaszczytnego grona wybrańców mieszkańców Gdyni i jej radnych dołączyli m.in. Stefan Wyszyński, Jan Nowak-Jeziorański, Czesław Miłosz, Zbigniew Herbert, Leonid Teliga, Taras Szewczenko, kilka ofiar katastrofy smoleńskiej, czterech pracujących w przedwojennej Gdyni architektów, przywódcy Tajnego Hufca Harcerzy, czy Wiesława Kwiatkowska - historyk "Solidarności", z Małgorzatą Sokołowską współautorka równie wartościowej książki "Cmentarze Gdyni".

Po przeczytaniu książki trudno uwierzyć, że przez zaledwie około 80 lat nazwy ulic Gdyni przeżyły tak wiele transformacji. Niektóre z opisanych przez autorów faktów sprawiają wrażenie wyjętych z teatru absurdu, a jednak zdarzyły się naprawdę. Biorąc przykład ze swojego bloga muzycznego przygotowałem

Top 10 Gdyńskich Kuriozów Nazewniczych


Przed II wojną światową w Gdyni znajdowała się ulica generała Zygmunta Zielińskiego. Prawie na 100% ten patron nigdy nie powróci nad morze, ponieważ pojawiła się tam ulica...architekta i wykładowcy Politechniki Warszawskiej Tadeusza Zielińskiego. Zaprojektował on m.in. własny grobowiec na Starych Powązkach. Co ciekawe, od wschodu sąsiaduje z nim grób dwóch sióstr Fryderyka Chopina - Ludwiki i Emilii. Z kolei alejka po lewej dzieli go od nagrobka twórcy Ekoradia Andrzeja Zalewskiego.

1. W czasach PRL rozważano przemianowanie ulicy Balladyny w Kolibkach ze względu na "negatywne cechy charakteru patronki".

2. Bodaj w latach 60-ych przemianowano ulicę Wronią w sąsiedztwie portu jako "nie pasującą do terenów wielkomiejskich" na Energetyków.

3. Na Kamiennej Górze istnieje ulica Krasickiego. Jak łatwo można się domyśleć, w PRL była to ulica Janka, obecnie i przed wojną - Ignacego, ale do formalnego przemianowania w jedną ani drugą stronę nigdy nie doszło.

4. Przez kilka lat po wojnie na planach śródmieścia Gdyni widniała ulica Jana Kostki. Choć patron zacny, zasłużony dla morskich spraw Polski, a nawet otarł się o tron, ulica nie powstała, a on nie pojawił się już w Gdyni nigdy i nigdzie indziej.

5.Dwóm przedwojennym patronom po wojnie (nie wiadomo do końca kiedy, formalnie do zmiany nazw nigdy nie doszło) przekręcono imiona. Z przedwcześnie zmarłego urzędnika Gabriela Chrzanowskiego (m.in. członek władz Yacht Klubu Polski oraz Ligi Morskiej i Rzecznej) zrobiono jeszcze bardziej zasłużonego Bernarda. Ze społecznika i posła do parlamentu niemieckiego Romana Komierowskiego - Jana. Raczej nie chodziło o uczczenie mało znanego poety, szwagra Henryka Sienkiewicza (czy też innego przedstawiciela tej kujawskiej rodziny szlacheckiej), lecz o zwykłe niedbalstwo.

6.W jeszcze bardziej komiczny sposób pozbawiono "patronatu" Piotra Maleszewskiego, ekonomistę-fizjokratę, handlowca i jednego z pierwszych organizatorów spisków patriotycznych po upadku insurekcji kościuszkowskiej. Najpierw zrobiono z niego Piotra Malczewskiego, a że nie było nikogo sławnego o tym nazwisku, pojawiła się ulica Jacka Malczewskiego...

7.Kilku przedwojennych patronów nigdy nie rozszyfrowano - Kruszewiczów, Dębołęckich (czyżby chodziło o rodzinę ekscentrycznego kapelana lisowczyków i apologety sarmatyzmu?), Gordona (było kilku oficerów o tym nazwisku w przedrozbiorowym wojsku polskim, jeden z nich został admirałem w służbie rosyjskiej i zdobył duże wpływy za panowania Piotra I), Admirała Betena (admirał Charles Bethune żył w XIX wieku w Wlk. Brytanii, takie nazwisko nosił też książę Maximilien de Sully, minister Henryka IV, uważany za jednego z pierwszych projektantów zjednoczonej Europy, o czym pisze Norman Davies w swej "Europie". Jego potomkowie byli spowinowaceni z Sobieskimi i Jabłonowskimi)

8.Przed II wojną światową częstą praktyką było nadawanie ulicom nazwisk osób żyjących, często urzędników, na których przychylność dla Gdyni liczono, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego (dziś Armii Krajowej), małżonków Mościckich (Wójta Radtkego), ministra przemysłu i handlu generała Ferdynanda Zarzyckiego (Bohaterów Getta Warszawskiego), wojewody pomorskiego w l. 1931-36 majora Stefana Sewera Kirtiklisa (Kazimierza Demela), ale też prezesa Polskiej Akademii Literatury i senatora Wacława Sieroszewskiego, który posiadał willę na Kamiennej Górze (nietknięta przez cały okres PRL - znowu wyraz ignorancji urzędników?), kaszubskiego poety i pisarza Franciszka Sędzickiego, a nawet Ignacego Paderewskiego, w czym nie przeszkodziła jego opozycyjna postawa. Co ciekawe, został on również za życia patronem ulicy we Lwowie i to w roku 1933, kiedy rywalizował o prezydenturę z imiennikiem Mościckim. Za wyraz "myślenia przyszłościowego" można też uznać przedwojenny rodowód nazw ulic Malborskiej, Kwidzyńskiej czy Kołobrzeskiej na Działkach Leśnych.

9.Wiele absurdów nazewniczych wprowadzili hitlerowcy. Zarówno ulice w Orłowie, jak i na Chyloni nosiły nazwy pomorskich miast, często tych samych, jedyną różnicą była końcówka - odpowiednio "weg" lub "strasse", z kolei w Małym Kacku ulice tak jak przed wojną nosiły nazwę miast m.in. śląskich, ale nigdy nie były to dosłowne tłumaczenia, lecz np. dawne nazwy sąsiedniej ulicy. W niektórych przypadkach hitlerowcy po prostu dopisywali "strasse" do polskiej nazwy, stąd takie potworki, jak "Milastrasse", "Kroschkinskastrasse", "Arcischewskistrasse".

10.Wiele ulic zniknęło w czasie powojennej odbudowy, a wraz z nimi patroni, czasem bardzo znani (Stanisław Staszic, Józef Sowiński), w innych wypadkach - mniej znani, ale równie zasłużeni (szef sztabu głównego w powstaniu listopadowym i budowniczy Kanału Augustowskiego Ignacy Prądzyński, ceniony budowniczy mostów Rudolf Modrzejewski, arcybiskup lwowski i znawca spraw bałtyckich Jan Dymitr Solikowski). W nowych warunkach politycznych wróciło niewielu z nich, ostatnio (zastępując Henryka Rutkowskiego) przedwcześnie zmarły wojewoda pomorski (1926-28), minister spraw wewnętrznych, a także artysta plastyk generał Kazimierz Młodzianowski.

Na zakończenie jeszcze jedna wymowna anegdota. Bezpośrednio po wojnie nowi mieszkańcy ulicy Michała Benisławskiego na Obłużu chcieli dowiedzieć się czegoś o tej postaci, postanowili więc zaczerpnąć wiedzy w Bibliotece Narodowej. Otrzymali z Warszawy następującą odpowiedź: "Niestety nie wiemy, kim był Benisławski, za to chętnie udzielimy informacji na temat bojownika ruchu robotniczego tow. Edwarda Bonisławskiego..." Komentarz jest tu chyba zbyteczny.

wtorek, 10 stycznia 2012

Patroni ulic Lwowa w XX wieku - główne trendy i statystyka



Na początku grudnia pracowałem nad artykułem do "Nowej Europy Wschodniej" na temat patronów ulic Lwowa i pomników w tym mieście jako odzwierciedleniu ukraińskiej polityki historycznej oraz odbiciu tożsamości kulturowej różnych zamieszkujących go (kiedyś i obecnie) narodowości. Pomysł na tekst wziął się oczywiście z różnych doniesień medialnych nt. honorowania banderowców (ostatnio w Mostach Wielkich pod Sokalem). Sam Stepan Bandera ma we Lwowie wręcz imponujący pomnik połączony ze Stellą Państwowości Ukraińskiej, która wpisuje go w narrację obejmującą całość historii tego kraju, poczynając od chrystianizatora Rusi wielkiego księcia kijowskiego Włodzimierza Wielkiego. Patrząc na współczesny plan Lwowa również rzucają się w oczy nazwiska dowódców buntów kozackich i UPA (czasem jest to kwestia zbieżności nazwisk, np. ulica komendanta UPA Romana Szuchewycza to ulica Generała Czuprynki, a ulica Szuchewycza to ulica badacza Huculszczyzny etnografa Wołodymyra Szuchewycza (1849-1915). Chciałem więc sprawdzić, ile w nazewnictwie Lwowa jest naprawdę ukraińskiego, ile rosyjskiego, ile polskiego, a może jeszcze coś innego się znajdzie. Chętnie podzielę się z Wami wynikami mojej kwerendy, które z przyczyn objętościowych nie ukażą się w druku.

Podstawowy wniosek, do jakiego doszedłem, jest taki, że na pewno trwa zorganizowana akcja usuwania nazewnictwa i symboli wiążących się już nie tylko z ZSRR, ale w jakikolwiek sposób z Rosją. W latach 1990-93 z tabliczek zniknęły wszystkie, bardzo liczne, nazwiska komunistycznych przywódców, partyzantów i uczestników walk o Lwów w 1944 r. Została ok. 20-osobowa grupa tuzów rosyjskiej kultury, ale ona też się kurczy. Proces ten przebiega w tempie wręcz ślimaczym, ale następujące zmiany są zawsze bardzo znamienne. W 1996 r. Aleksandra Puszkina zastąpił wspomniany "Czuprynka", a innego romantycznego wieszcza Michaiła Lermontowa - przywódca czeczeńskich partyzantów Dżochar Dudajew (!), w 2004 pogromcę kawalerów mieczowych Aleksandra Newskiego - nacjonalistyczny przywódca i grekokatolicki metropolita sługa Boży Andrij Szeptycki (skądinąd wywodzący się z polskiej magnaterii, m.in. krewny Fredrów), a w 2008 XIX-wiecznego pisarza Iwana Turgieniewa - Bohaterowie UPA. Czy za kilka lat tak samo zniknie Mendelejew, Czajkowski, czy Ukraińcy honorowani w ZSRR, np. literat Maksym Rylski (także Polak z pochodzenia) - trudno powiedzieć, może radni uznają takie rozwiązania za niepraktyczne.

Mimo istnienia np. ulic Maksyma Zaliźniaka i Iwana Honty, czy też placu dowodzonej przez nich "Koliszczyzny" (krwawe powstanie hajdamaków w 1768 r.) nie można mówić o równoległej nazewniczej kampanii antypolskiej. Polscy patroni są postrzegani przez pryzmat ich związków ze Lwowem albo stopnia wrośnięcia w krajobraz miasta. Co najmniej kilka nazw ulic, które pojawiły się w XIX wieku (Kopernika, Kościuszki, Matejki, Chopina, Moniuszki, Słowackiego, Konopnickiej, Orzeszkowej, nieco później - Siemiradzkiego), przetrwały wszystkie zawieruchy dziejowe poza przejściową zmianą w okresie okupacji hitlerowskiej. O wiele więcej zostało zlikwidowanych w latach 1944-50 po ostatecznym przyłączeniu miasta do ZSRR, za to w 1946 r. pojawiły się ulice Stefana Banacha i Tadeusza Boya-Żeleńskiego, a w 1988 - po przyłączeniu części miejscowości Riasne - Ignacego Łukasiewicza. Z kolei po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości ulice Kilińskiego i Mickiewicza musiały ustąpić miejsca bardziej ukraińskim, jednak pozostał plac Mickiewicza, dawny Mariacki. W 2007 r. przyległy do niego teren odzyskał dawną nazwę. Ukraińskie władze przywróciły też przedwojenne nazwy ulicom Sebastiana Fabiana Klonowica, Gabrieli Zapolskiej i dominikanina ormiańskiego pochodzenia, XIX-wiecznego badacza dziejów Galicji Sadoka Barącza. Częściowo "polski" charakter ma również nazwa ulicy Majera Bałabana - wybitnego historyka polskich Żydów, profesora Uniwersytetu Warszawskiego.

Może wydawać się, że to niewiele, ale więcej ulic Lwowa ma obecnie za patrona Polaków niż przedwojennych ulic - Ukraińców. Niemniej już wtedy swoje używane do dziś nazwy otrzymały ulice metropolity kijowskiego Piotra Mohyły (1574-1647), hetmana Piotra Sahajdacznego (1570-1622) i Wernyhory (oraz liczne inne o apolitycznych nazwach). Z kolei w latach 1941-44, kiedy za nazwy ulic odpowiadał kolaboracyjny ukraiński Zarząd Miejski, około 60 ulic, głównie w peryferyjnych dzielnicach otrzymało imiona Ukraińców, a w kilku wypadkach nawet Polaków (konkretnie Słowackiego, Krasińskiego, Konopnickiej, malarza Henryka Siemiradzkiego i Kordiana), których najwidoczniej próbowano w ten sposób "zukraińszczyć".

Po wojnie z każdym dziesięcioleciem liczba ukraińskich patronów wzrastała, z tym, że w latach 1990-93 uczestników walk o Lwów w 1944 i partyzantów Wojny Ojczyźnianej zastąpili różnego rodzaju działacze narodowi. Obecnie największą grupę wśród ponad 500 patronów tworzą różnego rodzaju "ludzie pióra" - pisarze, publicyści, tłumacze, etnografowie, językoznawcy. Literatów i humanistów trudno od siebie oddzielić, ponieważ wiele wybitnych osób, szczególnie w XIX wieku i wcześniej, było aktywnych zarówno w dziedzinie sztuki, jak i naukowo. Razem takich patronów jest 160, co stanowi około 30% ich całkowitej liczby. Polityków i wojskowych jest ok. 120, w tym 30 dowódców kozackich, 20 bojowników o niepodległość z lat 1918-21 oraz 18 działaczy OUN i UPA, ale też postaci przyjaźnie nastawione do polskości - takie, jak wspomniany Sahajdaczny, hetman Iwan Wyhowski (sygnatariusz umowy hadziackiej) i Symon Petlura. Prawie 100 patronów reprezentuje inne dziedziny sztuki, 25 - nauki ścisłe. Jak na razie został w ten sposób uhonorowany tylko jeden sportowiec - gimnastyk Wiktor Czukarin, bohater olimpiady w Helsinkach w 1952. Warto również wspomnieć o 29 patronach reprezentujących inne narodowości niż polska, rosyjska i ukraińska. Część z nich została patronami w czasach radzieckich, np. ulicę Jana Dekerta przekręcono na Dekarta, czyli Kartezjusza (w ramach promowania światopoglądu materialistycznego Lwów miał też ulicę Darwina, ale jej warszawski odpowiednik okazał się trwalszy :), część pojawiła się wraz z likwidacją nazw sowieckich. Ostatnio do m.in. Waszyngtona, Lincolna, Jaroslava Haszka i Franciszka Liszta dołączył John Lennon.

Oczywiście trudno nie żałować zniknięcia bardzo ciekawego dla badacza zbioru, jakim było lwowskie nazewnictwo miejskie. Mimo obecności wielu nazw zaczerpniętych z życia zawodowego miasta, geografii oraz m.in. lotnictwa i kolejnictwa, było ono w jeszcze większym stopniu inspirowane historią niż obecne. Dostrzegam jego powinowactwo z realizowanym przez Instytut Jagielloński programem "Historia na tak!", o którym wspominałem w ostatnim tygodniu, ponieważ spora liczba nazw ulic upamiętniała zwycięstwa oręża polskiego oraz wkład Polaków w kulturę i cywilizację (podobnie było w przypadku przedwojennych nazwy ulic Gdyni, o których napiszę w następnym wpisie). Osobliwością lwowskiego nazewnictwa była także duża liczba nazw honorujących całe rodziny zasłużone dla polityki i kultury, np. Dzieduszyckich, Ossolińskich, Gołuchowskich. Porządkowanie w ten sposób przestrzeni miejskiej było procesem dynamicznym – wiele ulic zmieniło nazwy po przyłączeniu terenów podmiejskich w 1931, niektóre zaś – w 20 rocznicę zwycięskich walk z Ukraińcami w 1938. W ten sposób patronami ulic jeszcze za życia zostali generałowie Michał Karaszewicz-Tokarzewski i Mieczysław Boruta-Spiechowicz (pośrednio także Roman Abraham, ponieważ istniała ulica Abrahamczyków), a bezpośrednio po śmierci w 1935 – pułkownik Czesław Mączyński. Jak na razie nie udało mi się rozszyfrować wszystkich patronów, ponieważ dostępne mi źródła podawały jedynie ich nazwiska, jednak jeżeli kiedyś mi się to uda, na pewno powrócę do tego interesującego tematu. Na razie cieszmy się, że patronem nowego lotniska w mieście "zawsze wiernym" został król Daniel Halicki - symbol związków dawnej Galicji z Europą.

PS. Tak, dobrze myślicie, moim marzeniem jest wycieczka z aparatem fotograficznym na Cmentarz Łyczakowski (i oczywiście ewentualnie również Janowski). Na razie koncentruję się na realizacji swoich planów archiwizacyjnych w Warszawie, nadrobieniu zaległości w Krakowie oraz odwiedzeniu (w obydwu wypadkach, o dziwo, po raz pierwszy w życiu) gdańskiego Srebrzyska i cmentarza Marynarki Wojennej w Gdyni-Oksywiu, jednak mam nadzieję, że kiedyś to marzenie się spełni. Jest chyba bardziej realne niż ukazanie się nowego przewodnika po Powązkach Wojskowych :) Jak sugeruje moje nazwisko, podróż za wschodnią granicę byłaby dla mnie po trosze podróżą w rodzinne strony, chociaż rodzina taty wywodzi się z rejonów położonych jeszcze dalej na wschód, w okolicach Trembowli i - aby rozwiać ewentualne wątpliwości - zawsze uważała się za polską.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Podsumowanie roku część 3: o znaczkach, pieniądzach i "Historii na tak"

O doktorach honoris causa postanowiłem jednak napisać innym razem, ponieważ przy tej okazji chciałem wspomnieć o kilku ciekawostkach z przeszłości. W zamian za to dzisiaj mam dla Was chyba dość ciekawą dygresję, ale po kolei:)

Na początek trzeciej części blogowego podsumowania roku 2011 chciałbym napisać kilka słów o tym, jak w ostatnich miesiącach naszą świadomość historyczną i obywatelską Polaków próbował kształtować parlament. Czynił to przy pomocy uchwał z okazji rocznic ważnych (przynajmniej zdaniem zdaniem posłów i senatorów) wydarzeń historycznych oraz ogłaszając nadchodzący rok Rokiem danej postaci z okazji okrągłej rocznicy jej narodzin, zgonu lub ważnego wydarzenia z jej życia. Jak przekonuje poniższe zestawienie, czasami politycy próbują w ten sposób zwrócić uwagę na znaczenie jakiejś historycznej daty nie związanej z konkretną postacią lub zjawiska życia społecznego z ostatnich lat. W tym roku tego typu dokumentów powstało chyba mniej niż w poprzednich latach, jednak wydaje mi się, że to i tak jeden z bardziej szczytnych przejawów aktywności władzy ustawodawczej :P Czasami "wybrańcy narodu" wykazują się w tej materii dużą kreatywnością. Oczywiście, nie w każdym wypadku dana uchwała przekłada się na taką aktywność promocyjną, jakiej doświadczyliśmy w Roku Chopinowskim, ale to już inna kwestia...

2012:
Rok Janusza Korczaka, Józefa Ignacego Kraszewskiego, księdza Piotra Skargi
dla porównania
2011:
Rok Jana Heweliusza, Świętego Maksymiliana, Czesława Miłosza, Marii Skłodowskiej-Curie
2010:
Rok Fryderyka Chopina, Demokracji Lokalnej
2009:
Rok Polskiej Demokracji, Rodzinnej Opieki Zastępczej, Juliusza Słowackiego
2008:
Rok Zbigniewa Herberta, Andrzeja i Olgi Małkowskich, Niepodległości
2007:
Rok Generała Władysława Andersa, Miasta Krakowa, Artura Rubinsteina, 
Karola Szymanowskiego, Stanisława Wyspiańskiego
2006:
Rok Jerzego Giedroycia, Języka Polskiego, Jana Łaskiego
2004:
Rok Władysława Grabskiego, Witolda Gombrowicza, generała Stefana Roweckiego
2003:
Rok Aleksandra Kamińskiego, Władysława Sikorskiego
2002:
Rok Jana Kiepury, Eugeniusza Kwiatkowskiego
2001:
Rok Ignacego Jana Paderewskiego

okolicznościowe uchwały Sejmu w 2011:
-90. rocznica III Powstania Śląskiego
-25. rocznica tragicznej katastrofy w Czarnobylu
-67. rocznica męczeńskiej śmierci rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów (zginęli za ukrywanie Żydów)
-100. rocznica śmierci Stanisława Brzozowskiego (twórca "filozofii pracy", krytyk literacki)
-150. rocznica śmierci Karola Józefa Lipińskiego (skrzypek, zwany "polskim Paganinim")
-30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego (potępienie decyzji)

okolicznościowe uchwały Senatu w 2011:
-100-lecie Harcerstwa w Polsce
-90. rocznica III Powstania Śląskiego
-30. rocznica rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „Solidarność” 

uczczenie pamięci uchwałą Sejmu po śmierci (2011): Václav Havel, Jan Kułakowski

O wyemitowanych w tym roku polskich pamiątkowych monetach i banknotach oraz kolekcjonerskich znaczkach pocztowych nie będę się rozpisywał, ponieważ ich zestawienia można znaleźć pod następującymi linkami:
http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/banknoty_i_monety/monety_okolicznosciowe/plan_emisyjny.html
http://www.poczta-polska.pl/znaczki/pl/emisja.php
http://www.kzp.pl/index.php?artykul=nws-n24-n2439
http://www.kzp.pl/index.php?artykul=nws-n26-n2622 (swoją drogą, komentarze internautów pod tymi dwoma ostatnimi newsami są kompletnie niespójne :/)

Aby spocząć obok żony, śpiewaczki Józefiny Reszke, ewangelik Leopold Julian Kronenberg przed śmiercią przeszedł na katolicyzm.

Z propozycji na nadchodzący rok najbardziej cieszy mnie moneta ku czci legendarnego lwowskiego logika Stefana Banacha oraz znaczek upamiętniający jednego z pionierów polskiego przemysłu, ojca mecenasa warszawskiej filharmonii Leopolda Kronenberga. Przyglądając się działaniom Narodowego Banku Polskiego i Poczty Polskiej, mogę wręcz powiedzieć, że mimowolnie stanowią oni sojuszników akcji "Historia na tak", którą prowadzę wraz z kolegami z Instytutu Jagiellońskiego. Zakłada ona propagowanie wątków rodzimej historii, z których możemy być dumni, a nie wiążą się z jej martyrologiczną stroną. W jej ramach organizujemy korespondencyjny konkurs wiedzy dla młodzieży do 25 lat (oczywiście z nagrodami :), którego druga edycja rozpocznie się już niedługo. O naszych kolejnych działaniach będę regularnie informował na blogu. Nowy rok zaczynamy akurat od bardziej przyziemnej, ale niewątpliwie ogromnie ważnej konferencji iTax - Nowy system finansów publicznych dla Polski (Warszawa, 10 stycznia).

Szczególnie podoba mi się idea serii "Polacy na świecie". Niestety nowe "odcinki" nie pojawiają się co roku. Gdyby nie ona, być może o niektórych z tych postaci nigdy bym nie usłyszał... Jak na razie zostały nią objęte następujące osoby:


2011:
Jan Józef Baranowski
(wynalazca, konstruktor licznych maszyn)
Michał Sędziwój (alchemik, lekarz)
Jan Szczepanik (wynalazca - "polski Edison")
Rudolf Weigl (twórca szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu)
2009:
Jan Czochralski (chemik i metaloznawca, odkrywca monokryształów krzemu)
Ludwik Hirszfeld (immunolog, twórca seroantropologii)
Antoni Patek (zegarmistrz, twórcy renomowanej szwajcarskiej firmy)
Marian Rejewski, Jerzy Różycki, Henryk Zygalski (kryptolodzy, rozszyfrowali kody "Enigmy")
2004:
Helena Paderewska (działaczka społeczna, żona wielkiego pianisty)
ks. Lucjan Bójnowski (proboszcz polskiej parafii w New Britain w Pensylwanii)
2002:
Jan Czerski (geolog, badacz Syberii)
Bronisław Piłsudski (etnograf, badacz Syberii i Dalekiego Wschodu)
2000:
Bronisław Malinowski (antropolog, etnograf)
Józef Zwierzycki (geolog, badacz Malajów i Nowej Gwinei)
1999:
Ernest Malinowski (budowniczy kolei w Ameryce Płd.)
Rudolf Modrzejewski (budowniczy mostów w USA)

Piękna kolekcja, nieprawdaż?

W 2009 r. anonsowano również podobną serię znaczków pocztowych pn. "Ślady polskie w Europie", ale do tej pory wyszedł w jej ramach chyba tylko jeden walor - z podobizną pioniera rekreacyjnego picia kawy w Europie, uczestnika wiktorii wiedeńskiej Jerzego Franciszka Kulczyckiego.

***

Miał to być ostatni wpis w 2011, a jest pierwszy w 2012, pora więc na małe podsumowanie. To był na pewno dla mnie ciekawy rok, może ciężki, ale dający dużą nadzieję na przyszłość. Nie tylko dlatego, że założyłem bloga (a nawet dwa) i ruszyłem z "Historią na tak", o czym podświadomie marzyłem przez wiele lat. To by też rok pierwszej poważnej, niestażowej pracy, po niej i krótkim okresie bezrobocia, przyszedł czas na drugą. Do tego sporo publikacji, początek pracy nad doktoratem i kilka ciekawych wydarzeń w życiu towarzyskim :) Przydałoby się tylko trochę więcej mobilności zamiast eksploracji wciąż tej samej linii kolejowej, ale chyba ten rok nie przyniesie w tej kwestii większych zmian :/

Czego bym sobie życzył w kontekście tego bloga? Jest czego! Nawet nie tyle, żeby było o czym pisać, bo pomysłów mam mnóstwo i większość powinno Was bardzo pozytywnie zaskoczeń, ale przede wszystkim systematyczności wydawców takich publikatorów, jak Monitor Polski (zarządzenia o nadaniu orderów zawsze zostawia, jak szary koniec), Dzienniki Urzędowe województw, TERYT, czyli Krajowy Rejestr Urzędowy Podziału Terytorialnego Kraju, czy wyszukiwarka Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Warszawie. No i powodzenia w realizacji ambitnych planów fotograficznej archiwizacji cmentarzy, które niestety w najbliższym czasie pokrzyżuje pogoda :(

Wam również życzę wszelkiej pomyślności! Do przeczytania prawdopodobnie za tydzień!